Podajesz dziecku tran? Jesteś pewna, że dobrze robisz?

W ostatnim czasie moje dzieciaczki chorowały tyle ile nie chorowały przez cały rok. Nie mogę narzekać, nie należą do jakichś chorowitych, ale końcówka ubiegłego roku była dla nas ciężka pod tym względem. Zaczął Staś, potem Tosia,  i znów Staś. Nic poważnego im nie było, katar, kaszel, początkowo niezbyt wysoka temperatura, która potem się ustabilizowała. Jednak ciągnęło się to i nie mogliśmy z tego wyjść. W kocu pani doktor podjęła decyzję o podaniu antybiotyku, bo za długo ta infekcja trwała i organizm nie mógł się z nią uporać. Po antybiotyku pozostaliśmy do końca roku, czyli prawie trzy tygodnie w domu.

Katar i kaszel nadal się pojawiają co nie daje mi spokoju. Wprawdzie nie jest to stale, a od czasu do czasu. Wiem, że po zakończeniu choroby taki stan może jeszcze przez jakiś czas występować.

Jak ostatnio spotkałam się ze znajomą opowiadałam jej o naszych chorobowych przejściach. Zapytała mnie czy podaję dzieciom coś na odporność. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że tran, ale Staś nie chce go przyjmować i wypluwa. W odpowiedzi usłyszałam, że najlepiej podawać czystą witaminę D, to zalecenia jej lekarki, która powiedziała, żeby tranu nie podawać.

Zaintrygowała mnie ta informacja i zaczęłam szukać czegoś na ten temat – na temat tranu.

Poraziło mnie to co znalazłam

Jak zapewne większość z Was uważałam, że tran to samo zdrowie. Jak zaczynał się okres jesienno-zimowy podawałam go dzieciom wierząc, że jest to dla nich dobre. Okazuje się, że sama nieświadomie zatruwałam moje dzieci.

Co to jest tran?

Według definicji, którą możecie znaleźć w Wikipedii – ciekły tłuszcz otrzymywany z wątroby niektórych ryb (np. dorszy lub rekinów) i tkanki tłuszczowej niektórych ssaków morskich (np. wielorybów lub fok). Tran stosowany jest jako środek leczniczy w awitaminozach A i D.

Według reklam, w których można zobaczyć PRAWDZIWY norweski tran – to produkt otrzymywany z wątroby dorsza arktycznego. Stanowi uzupełnienie codziennej diety w kwasy tłuszczowe omega-3 oraz witaminy A, D3 i E. To doskonałe rozwiązanie dla całej rodziny.  Ze względu na dość nieprzyjemny zapach i smak, aby konsumentom – szczególnie tym małym, lepiej się go przyjmowało może występować w różnych  wersjach smakowych.

Czym tak naprawdę jest tran

„To, co kupujemy pod nazwą TRAN, jest już na wstępie zepsutą, a następnie wielokrotnie fizycznie i chemicznie przetworzoną substancją, zawierającą całą masę sztucznych dodatków, syntetycznych witamin, konserwantów i aromatów mających za zadanie przykryć smak i zapach zjełczałego rybiego tłuszczu.”

Czy te informacje nie są przesadzone?

Z czym kojarzy Ci się tran? Czy tak jak mi z najczystszymi na świecie wodami znajdującymi się w Norwegii? I słusznie. Norwegia, to największy importer oleju rybiego dlatego rząd Norwegii zlecił wykonanie badań norweskich produktów  zawierających kwas Omega 3, a tran oczywiście się do nich zalicza.

„Raport opublikowany jako „Raport Rubina nr 196” był porażający i obnażył skandalicznie niską jakość rybich suplementów, a w szczególności wykazał, iż praktycznie wszystkie zostały wyprodukowane ze zjełczałego rybiego oleju!
I tak dla celów norweskiego raportu zbadano 56 marek. Okazało się, że tylko jedna została wyprodukowana ze świeżego surowca i ma poziom oksydacji (utlenienia lub inaczej zjełczenia) na poziomie 0,1 mEq/kg.” Taki tran nie ma zapachu… w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych produktów tranowych. 

Na tranie nie znajdziecie informacji gdzie poławiane są ryby do produkcji tranu. To, że przeczytacie, że to jest tran norweski wcale nie znaczy, że ryby do jego produkcji wyłowiono z czystych wód Norwegii, najczęściej pochodzą one z wód Peru i Chile, albo z hodowli.

Morza są zanieczyszczone i ze względu na to powinno nawet ograniczyć się  spożywanie ryb. Co do ryb hodowlanych, jak myślicie czym są one karmione? Pozostawiam to waszej wyobraźni.

Jak już wiecie tran powstaje z tłuszczu zawartego w wątrobie, która odpowiada między innymi za oczyszczanie organizmu z toksyn, które są w niej kumulowane i w MIARĘ MOŻLIWOŚCI przetwarzane.

Sam proces produkcji tranu również pozostawia wiele do życzenia. Wspomnę tylko o tym, że:
–  Często po połowie i wypatroszeniu ryby wątroby są zanurzane w morzu i tak przetrzymywane do powrotu statku do portu. W takich warunkach tłuszcz znajdujący się w wątrobach zaczyna już jełczeć.
– Wyciskanie na zimno jest przereklamowane, bo potem i tak olej jest poddawany obróbce w wysokich temperaturach i „potraktowany kwasem fosforowym w celu oddzielenia fosfolipidów, żywic, białek, minerałów i innych materiałów występujących w oleju z wątroby dorsza. W wysokiej temperaturze wzmaga się jednocześnie utlenianie, czyli jełczenie tłuszczu. Po tym etapie produkt jest jest więc nieco czystszy, ale i siłą rzeczy bardziej śmierdzący.”
– Olej poddawany jest wybielaniu, za pomocą kwasów mineralnych i glinki wybielającej,  w celu nadania mu złocistego koloru. Podobno produkt o brunatno-brązowym zabarwieniu gorzej sprzedawałby się.
– Dezodoryzacja (czyli odsmradzanie) wykonywana jest w bardzo wysokiej temperaturze (190 st. C) co doprowadza do zniszczenia większości witaminy A i D naturalnie występującej w wątrobie dorsza.
– Destylacja Molekularna przeprowadzana w temperaturze 200 st. C wprawdzie usuwa pestycydy i organiczne zanieczyszczenia, ale też pozostałości naturalnej witaminy A i D.
–  Usunięte naturalne witaminy trzeba uzupełnić. Dodane witaminy A i E pełnią równocześnie rolę konserwującą, ale to nie jest niestety jedyny środek konserwujący w tranie.
– Dodanie aromatu do tranu ma ukryć wciąż odczuwalny smród.
– Najgorsza jakość tranu trafia do kapsułek. W tej formie jego smród jest niewyczuwalny.

I niestety Antoninka i Staś zażywali ostatnio tran własnie w wersji kapsułek. Staś, to miał nosa że nie chciał tego przyjmować.

Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na jedno pytanie.

Czy jest tran, który warto przyjmować?

 Tak, ale nie jest dostępny na rynku polskim i niestety koszt takiego tranu jest dość duży i waha się od 140-400 zł. Podobno, aż trudno mi w to uwierzyć, ten tran nie śmierdzi.

Co zażywać zamiast tranu?

Warto na pewno sięgnąć po witaminę D.

Nasz tran powędrował dzisiaj do kosza. Zdecydowanie przerzucamy się na witaminę D. Wy zrobicie to co będziecie uważać za słuszne.

 

Źródło: www.niepoprawnipolitycznie.com

Udostępnij na:
Facebooktwittergoogle_pluspinterest

8 przemyśleń nt. „Podajesz dziecku tran? Jesteś pewna, że dobrze robisz?”

  1. A ja wierzę w prozdrowotne właściwości tranu. Teraz tym bardziej, gdy specjaliści od jednej z ciężkich chorób genetycznych powiedzieli, że dzieciom z upośledzoną odpornością i wszystkim w ich otoczeniu podawać KONIECZNIE tran i witaminę D.

  2. No cóż, myślę, że w dzisiejszych czasach ciężko mieć 100% pewności, że postępujemy dobrze. Tran przestałam podawać swojemu dziecku, jeszcze zanim dotarły do mnie głosy o jego możliwym niepożądanym działaniu, bo właśnie miałam wrażenie, że moje dziecko w okresie jego brania znacznie częściej choruje i ma obniżoną odporność. Przestaliśmy podawać i w naszym przypadku, to było dobre posunięcie. Choroby, owszem pojawiały się, ale miały łagodniejszy i krótszy przebieg i bez antybiotyków. Byłam pełna obaw, czy dobrze postępuje, ale jak pojawiły się głosy za niepodawaniem tranu, z którymi zgadzają się nasi lekarze, obawy są mniejsze. W końcu komuś trzeba ufać…:)

  3. Kiedyś też podawałam tran dzieciom. Ale z czasem też zaczęły go wypluwać – bo ma jednak niesmaczny posmak. Od ponad roku staram się podawać synom i sobie oraz mężowi witaminę D w kapsułkach. Dla dwójki starszych mam nawet witaminę D wspomagającą IQ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *