poniedziałek, 4 marca, 2024

Jestem wredna?

I wszystko jasne! Jan Kiepura śpiewał „Brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki całować chcę …” No tak, a co z rudymi? Tak, ru-dy-mi. Tymi naturalnymi i tymi farbowanymi ognistymi bądź wypłowiałymi. Co one gorsze? My rude, to przecież ognisty temperament, namiętność, seksapil. A tu słyszymy „Rude, to wredne”. I może czasami tak, jak ktoś zasłuży, to i wrednością go poczęstujemy. Tak samo z resztą jakby to zrobiły brunetki i blondynki.

No, dobra. Luzik. Wszystkie babeczki są fajne, choć mam wrażenie, że jednak blondynki najfajniejsze 😉 I nie wiem, czy tak rzeczywiście jest jak myślę, że każda kobieta w pewnym momencie swej kobiecości ma pragnienie być blondynką. Ja miałam do czasu, kiedy nie pojechałam na pewne warsztaty, a tam kilka babeczek, i to same blondynki. Nie wiem czy farbowane czy naturalne, to nie ma znaczenia. Ale wysyp był. I sobie pomyślałam, że nie chcę być jedną z nich. Choć epizod z blondem miałam. I to niestety blondem wykonanym samodzielnie, a w zasadzie przy pomocy Dawida, bo to on kiedyś, moje drogie, farbował mi włosy. Do momentu kiedy już nie wytrzymałam jego uwag „Siedź prosto”, „Nie wierć się”, „Mówiłem, żebyś nie ruszała głową”. Teraz albo robię to sama, bądź korzystam z umiejętności fachowców z salonu fryzjerskiego, bo zakładów fryzjerskich to już chyba nie ma. Ale wracając do mojego blondu, to oczywiście wyszedł on tak, że następnego dnia Dawid leciał do sklepu po farbę. Żadnych zdjęć z tego krótkiego okresu swego życia nie mam, więc Wam nie pokażę.

Więc jestem ruda 🙂 Jaśniejsza, ciemniejsza, bardziej ognista bądź mniej, wypłowiała. I tak już od …. nie pamiętam dokładnie, ale kilkanaście lat już. Jesteśmy razem, ja i rudy, i dobrze się ze sobą czujemy 😉 Jest jeden minus, przez ten rudy – jestem WREDNA! Żartowałam, wcale nie jestem 😉

Wzięło mnie na takie rozważania, bo dostałam dzisiaj mms-a ze zdjęciem sprzed kilkunastu lat i tam jestem … czarna. Odpisałam śmiejąc się pod nosem, że na tym zdjęciu wyglądam jak Coco Chanel 😉 Był czas, że w bardzo ciemnych włosach też dobrze się czułam 🙂 ale już chyba jestem za stara na taki kolor, bo czarny podobno postarza 😉 Kilka lat temu wpadłam w ręce fryzjerki, która pomimo ustaleń i wybranego koloru postanowiła uszczęśliwić mnie na siłę. Wyszłam od niej z ciemnym brązem na głowie, bo ona uważała, że ten kolor mi lepiej pasuje. Czułam się fatalnie i ciągle wyglądałam na zmęczoną. Po kilku dniach poszłam na poprawę koloru w ramach reklamacji. I tym razem wyszłam w moim ukochanym rudym.

Jak nie czarny to jeszcze mi pozostaje siwy 😉 Natura bardzo hojnie obdarowała mnie siwymi włosami w młodym wieku. Pocieszam się, że to oznaka mądrości 😉 A że siwy, to prawie blond więc może jeszcze kiedyś będę blondynką. A może wcześniej niż myślę, może znajdzie się taki odważny i zdolny fryzjer, który mnie odmieni 😉 I dołączę w końcu do grona pożądanych kobiet 😉

Wniosek jest jeden. Noście taki kolor włosów w jakim się dobrze czujecie 🙂 Życzę Wam zadowolonych powrotów od fryzjera 🙂

8 KOMENTARZE

  1. Rude wredne, a blondynki głupie ;). I tak się ten świat kręci :D.
    Ja czasem bywam wredna, więc pewnie dlatego pałam miłością nieskończoną do rudego! 😉 Tak bardzo chciałabym być ruda, z piegami. Ale wiem, że czułabym się w nim fatalnie.
    Pielęgnuję za to swój blond, który również uwielbiam :). Mam słabość do blondynek zdecydowanie :).

    • Chyba każda kobieta, w którymś momencie chciałaby być blondynka. Ja obawiam się, że nie wyglądałabym dobrze, a i tak chciałabym sprawdzić 🙂

  2. Podczas ostatniego plebiscytu blogowego dziewczyna, która zgarnęła większość nagród powiedziała, że jest „ruda z wyboru”, bo to styl życia. Coś w tym jest 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Koniecznie przeczytaj