wtorek, 25 czerwca, 2024

Jestem w ciąży i … już nie jestem

Nie będę tu pisać jakie jest ryzyko późnego macierzyństwa, bo znam rożne historie. Począwszy od młodych mam, które przez kilka lat starały się o dziecko, a skończywszy na dojrzałych mamach, które bez problemu zaszły w ciążę, i urodziły zdrowego bobaska. Nie zawsze późne macierzyństwo jest związane z problemami w ciąży. Ja po prostu opiszę Wam, jak to było u mnie.

Moja pierwsza ciąża

Moja pierwsza ciąża była zupełnie nieplanowana, i przypadła na okres ogromnego stresu oraz dużych zmian w moim życiu. Chociaż wcześniej już rozmawialiśmy, zupełnie teoretycznie, o dzieciach:
– o tym jakie imię będzie miała dziewczynka, a jakie chłopczyk,
– i że jest nam obojętnie co będzie, żeby tylko było zdrowe,
– i jak będą wyglądać,
to jednak nie podjęlibyśmy na tamten moment takiej decyzji.

Wizyta u ginekologa miała tylko potwierdzić wynik testu ciążowego. I potwierdziła. Jest pęcherzyk ciążowy. Radość, strach, obawy – różne uczucia wtedy mi towarzyszyły. Na drugą wizytę poszłam nieco spokojniejsza. Liczyłam, że zobaczę już bijące serduszko, ale niestety nie zobaczyłam. Okazało się, że mam puste jajo płodowe, czyli brak rozwijającego się zarodka w pęcherzyku ciążowym. Lekarz powiedział, że do dziś nie wiadomo jaka jest tego przyczyna. I między innymi to przeczytałam w internecie. Przy okazji dowiedziałam się, że sporo kobiet było w podobnej sytuacji. Nie spodziewałam się tego, bo sama po raz pierwszy o tym usłyszałam, jak tego doświadczyłam.

Nie płakałam, w przeciwieństwie do Dawida, może dlatego, że nie była to długo wyczekiwana ciąża, a możne z innych powodów.

Czułam się otępiała, i chyba nie potrafiłam wtedy okazywać jakichkolwiek uczuć.

Musiałam zgłosić się do szpitala w celu usunięcia pustego jaja płodowego. Zabieg, który mnie odstraszał już swoimi nazwami skrobaczka bądź łyżeczkowanie. Wolałam używać tego drugiego. Teraz po kilku latach, w ogóle nie spotykam się z tymi terminami. Mówi się po prostu o zabiegu usunięcia. Obecnie w ogóle odchodzi się od usuwania zabiegowego, a  zaleca się samoistne usunięcie, czyli poronienie. Z perspektywy czasu myślę, że lepiej zrobić to zabiegowo, niż chodzić z pustym pęcherzykiem ciążowym, który powoduje, że kobieta odczuwa wszystkie objawy ciąży włącznie z powiększającym się brzuchem. Przykro to przeżywać wiedząc jaki będzie finał. Zabieg przeprowadzany był pod narkozą. Nie trwał długo. Długo też nie trwała moja trauma po „ciąży”, zabiegu … Miałam wtedy 36 lat. Może to już zbyt późne macierzyństwo?

Moja druga ciąża

Minął rok. Nadal nie myśleliśmy, a może raczej nie rozmawialiśmy o dzieciach. Życie toczyło się, jak zwykle swoim własnym torem. Do momentu zwykłej, kontrolnej wizyty u pani ginekolog (zmieniłam lekarza, wolę chodzić do kobiety). Był to piątek. Pani doktor mówi „Pani Joasiu, jak Państwo planują dzieci, to wszystko wskazuje, że w ten weekend można nad tym popracować 😉 …” Przekazałam Dawidowi taką informację, i w zasadzie nie za wiele o tym rozmawialiśmy, a efekt był taki, że po dziewięciu miesiącach urodziła się Antoninka 🙂

Po przeszło trzynastu  godzinach porodu w bólach, ze względu na brak postępu porodu lekarz zdecydował się na cesarskie cięcie. Pamiętam mój lęk jak już wyciągnęli Antoninkę, i cisza. Potem usłyszałam płacz Tosienki i za jakiś czas informację, że jest zdrowa. Dostała 10 pkt. w skali apgar. Wszystko to trwało krótko, ale dla mnie, w tym momencie oczekiwania, wieczność. Byliśmy szczęśliwi 🙂 Antoninka urodziła się jak miałam 37 lat. W trakcie ciąży regularnie, co miesiąc, chodziłam na wizyty do ginekologa, na badania dopochwowe i usg. Wykonywałam wszystkie zalecane badania. Zażywałam suplementy dla kobiet w ciąży. Nie zdecydowałam się na badania prenatalne. Uważałam, że i tak nie będę w stanie podjąć decyzji o usunięciu dziecka. Do końca ósmego miesiąca pracowałam na pełnym etacie i we własnej firmie.

Moja trzecia ciąża

Jak Antoninka miała 17 miesięcy zadecydowaliśmy, że będziemy starać się o drugie dziecko. Nadal karmiłam Tosienkę piersią, więc aby ułatwić nam starania postanowiłam już ją odstawić od cycuszka. Bazowaliśmy na naszym doświadczeniu jeśli chodzi o staranie się o dziecko, a że za pierwszym razem poszło szybko, więc myśleliśmy, że i tym razem będzie podobnie. Niestety nie było.

Staranie się o dziecko, to jest jedna z najdziwniejszych rzeczy, bo im bardziej Ci zależy, i im bardziej się starasz, tym bardziej nic z tego nie wychodzi. Każdy  miesiąc kończył się u mnie kupowanie testu ciążowego, i sprawdzaniem czy to już. Po pięciu miesiącach zwątpiłam. Stwierdziłam, że to najwyższy czas umówić się do ginekologa, i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Jednocześnie odpuściłam. Przestałam kupować testy. I tak się złożyło, że jak nadszedł czas wizyty, to okazało się, że jestem w ciąży. Radość 🙂

Przebieg ciąży podobny. Wizyty u ginekologa, suplementy, badania. Tym razem jednak zrobiłam badania prenatalne, nieinwazyjne. Na wszelki wypadek, bo przecież już w ciąży można przeciwdziałać rozwojowi niektórych wad. I podjęliśmy z Dawidem ważną decyzję, ze zwalniam się z etatu. Pracowałam tylko w firmie dzięki temu ominęło mnie sporo stresu.

Antoninka urodziła się pięć dni po terminie. Stasiu natomiast postanowił zacząć nowe życie szybciej. Totalnie mnie zaskoczył. Nie byłam na to przygotowana. Planowana była cesarka. I niemal do samego końca tak było. Już podpisałam zgodę na wykonanie cesarskiego cięcia. Jednak położna zachęciła mnie, żebym spróbowała urodzić naturalnie. I jestem jej za to wdzięczna. Poszło szybko. Niecałe dwie godziny. Teraz mam porównanie między cesarką, a porodem naturalnym. Zdecydowanie poród naturalny (może kiedyś zdecyduję się o tym napisać). Stasiu podobnie jak Antoninka urodził się zdrowy i dostał 10 pkt. w sakli apgar. Stasia urodziłam jak miałam 40 lat – to zdecydowanie późne macierzyństwo.

Moja czwarta ciąża

Bardzo chcieliśmy mieć trójkę dzieci. I nawet planowaliśmy kolejne. Nie staraliśmy się za bardzo o nie, ale nie robiliśmy też nic, żeby go nie mieć. Nie udało się. A  w pewnym momencie podjęłam decyzję, że jednak nie. I jak to zwykle w życiu bywa, los płata figle. Spóźniona miesiączka, dziwne samopoczucie. Zrobiłam test ciążowy i … wyszedł pozytywny. Dziwnie się z tym czułam, bo z jednej strony chciałam, a z drugiej już przyzwyczaiłam się do myśli, że więcej dzieci mieć nie będziemy. Ze względu na pierwsze doświadczenia z ciążą zawsze czekałam na potwierdzenie, czy wszystko w pierwszym trymestrze jest w porządku. Powiedziałam tylko dwóm bliskim osobom.

Na wizytę u mojej Pani doktor musiałam czekać przeszło miesiąc więc, aby potwierdzić ciążę poszłam do ginekologa, do którego chodziłam w trakcie pierwszej. Nie jestem osobą przesądną, ale przeszło mi przez myśl, że chodziłam do niego, i pierwsza ciąża skończyła się tak, jak się skończyła. Rozwiałam jednak te czarne chmury i poszłam na wizytę. W trakcie wizyty okazało się, że usg pokazuje pęcherzyk płodowy o tydzień mniejszy, niż wynika z daty ostatniej miesiączki. Już powinno być widoczne serduszko, a nie było go. Pomyślałam sobie, że mogłam pomylić datę, albo że do zapłodnienia doszło w innym terminie, bo możne była jakaś nieregularność w miesiączkach (tak naprawdę nie było). To był szósty tydzień ciąży.

Potem było już tylko gorzej. Zaczęłam plamić. Plamienia były koloru brązowego. Pierwszy raz zaczęłam myśleć o tym, że jestem w ciąży, i akceptować to, rozmawiać z dzieckiem, mówić mu, że musi być silne jak mama, i walczyć. Kontaktowałam się z moją Panią doktor, która mnie uspokajała. Mówiła, ze takie rzeczy mogą się dziać też w dobrze rozwijających się ciążach, ale jak  plamienia się nasilą, żebym zgłosiła się do szpitala.

Plamienia się nasiliły. Zgłosiłam się do szpitala. Na izbie przyjęć zbadała mnie lekarka. Powiedziała, że widzi tylko ciałko żółte (powinno być już coś więcej). Przepisała mi Duphaston i wypuściła do domu. Po trzech dniach zaczęłam mocno krwawić. Znów zjawiłam się w szpitalu. Badania, przyjecie do szpitala, w którym w efekcie nie zostałam. Lekarz przepisał mi kolejne opakowania Duphastonu i powiedział, że jak chcę mogę zostać, a jak nie, to mogę iść do domu. Co byście zrobiły mając w domu dwójkę małych dzieci? Ja wybrałam tę druga opcję. I tak czułam, że to już koniec. Po badaniu jak poszłam porozmawiać z lekarzem pytałam go jakie są  szanse, że uda się uratować tę ciąże. Powiedział, że 5%. Dla mnie te 5% okazało się za mało. Po kilku dniach poroniłam. Miałam 42 lata.

Późne macierzyństwo

Takie były moje doświadczenia związane z późnym macierzyństwem. Tekstem tym nie chce ani zachęcać, ani zniechęcać do takiego macierzyństwa. Wiem jedno mam dwójkę wspaniałych dzieci, i wiek nie ma dla mnie znaczenia. Kiedyś na FB rzuciłam pytanie „Ciąża po czterdziestce. Co Wy na to?” Chciałam tu wrzucić link do tego, ale niestety zniknęło (na FB można doświadczyć wiele dziwnych rzeczy prowadząc fanpage’a), więc podsumuję. Większość wypowiadających się kobiet nie krytykowało późnego macierzyństwa, a wręcz wypowiadały się o nim pozytywnie. Wiele z nich też takiego macierzyństwa doświadczyło, więc wiedziały o czym piszą. Jedynie jedna wypowiedź była przeciwna, młodej mamy. Jak byłabym w jej wieku też może tak bym myślała. Ale życie jest rożne, każdemu pisze inne scenariusze, i po prostu czasami tak wychodzi, że zostajemy mamami mając czterdzieści lat.

9 KOMENTARZE

  1. Ja pierwszy i jedyny raz zaszłam w ciążę po trzydziestce-miałam 34 lata.
    Ciąża skończyła się zabiegiem usunięcia martwego płodu.
    Było ciężko, dużo łez i do tej pory czuję smutek gdy myślę n naszej Antonince – tak !!! Miała być Antoninka 😀
    Później odliczanie dni do terminu kiedy znów można starać się o dziecko.
    Myślałam że nie mogę mieć dzieci a tu nagle pojawiła się nadzieja.
    Byłam w ciąży! Krótko ale byłam
    Więc tym razem postanowiliśmy to zrobić świadomie
    Przeszliśmy wszystkie etapy starania się o dziecko bez żadnych efektów.
    Teraz zostało mi cieszyć się że inni mogą mieć dzieci i korzystać z uroków nie posiadania potomstwa.
    Jednak gdybym teraz po czterdziestce zaszła w ciążę to na pewno bym była pełna nadziei i pozytywnego myślenia 🙂

    Pozdrawiam wszystkie mamusie w każdym wieku :-*

    • Jakie różne historie przeżywamy związane z tym samym tematem. Jedni nie chcą mieć dzieci, a mają. Inni starają się latami i nic, a kochaliby najmocniej na świecie i byliby wspaniałymi rodzicami 🙂 Takie życie.

  2. Ja urodziłam pierwsze dziecko w wieku 30 lat (według niektórych to już było za późno) a moja młodsza siostra w wieku 30 lat urodziła trzecie dziecko. I wydaje mi się, że to nie ma znaczenia, nie widzę różnic między nami. Teraz mam 33 lata, dwoje dzieci i jestem szczęśliwa. Pozdrawiam i dziękuję za wpis.

    • Bo to chyba tak własnie jest, że wiek nie do końca ma znaczenie. Najważniejsze, że dzieci są kochane. A czy ich mama ma 20, 30 czy 40 lat nie robi im różnicy. Pozdrawiam gorąco 🙂

  3. Dziękuje za ten wpis.Dla mnie bardzo na czasie.Mam 39 lat, dwoje dzieci i jak sie właśnie okazało jestemw 5tym tygodniu ciąży. Niestety martwi mnie niewielkie plamienie.Lekarka mówi,ze nie ma czym sie martwić, ale szczególnie po przeczytaniu Twojego wpisu, coraz bardziej mnie to niepokoi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Koniecznie przeczytaj