niedziela, 27 listopada, 2022

Książniczka – czego nie czytamy

Posiadanie dzieci wywraca życie do  góry nogami. Następuje wiele zmian w sposobie naszych zachowań, reakcji, spostrzegania rzeczywistości. Zmianie ulegają zarówno wielkie  jak i małe rzeczy, jak np. spojrzenie na literaturę dla dzieci. Kiedyś nie analizowałam i nie zagłębiałam się w treści bajek. Znałam wiele i nie uważałam, że coś jest z nimi nie tak.

Pamiętam z dzieciństwa książeczki  „Poczytaj mi mamo”. Czytałam je też młodszym braciom. I to były jedne z pierwszych pozycji, pomijając bajki o nieco twardszej strukturze kartek, które kupiłam Tosi. Mamy trzy tomy z tej serii. Tosienka lubi z nich wiele opowiadań. Swego czasu po kilka razy z rzędu czytałyśmy „Niebieską dziewczynkę” Janiny Porazińskiej. Znałam ją już na pamięć 😉 I tak to jest z bajkami, jedne dziecku bardziej przypadną do gustu i mogłoby  ich słuchać bez końca, a do innych po jednym przeczytaniu już nie chce wracać.

Czasami jest tak, że to ja unikam jakichś bajek, albo pomijam ich fragmenty, bądź słowa. Tosia na razie tego nie wyłapuje, tym bardziej Stasiek. Jedną z takich bajek, w której omijam dość spory kawałek jest opowiadanie „Boję się …” Małgorzaty Musierowicz, które jest w trzeciej księdze z serii „Poczytaj mi mamo” Czy słusznie? Według mnie tak. Ja jako dorosła osoba nie lubię tego fragmentu. A jak on może wpłynąć na dziecko? Moje dziecko. Przeczytajcie. „Dziś niedziela. Na obiad było mięso. Mama nie chciała jeść, bo ona mięsa zupełnie, ale to zupełnie nie lubi. To ja też powiedziałam, że nie lubię. Bo było twarde i nie mogłam pogryźć. Tatuś bardzo się rozgniewał i krzyknął: „Nie doprowadzaj mnie do szału!”. I uderzył pięścią w stół. Ja się popłakałam. Już nic całkiem nie mogłam jeść i za karę, aż do szóstej, musiałam siedzieć w domu”. Jaki jest Wasz odbiór tego fragmentu? Ja uważam, że Tosienka ma jeszcze czas na to, aby zobaczyć, że życie jest różne. Nie wyobrażam sobie żeby w naszej rodzinie takie sytuacje miały miejsce, ale wiem, że są rodziny,  w których tak to wygląda. Opowiadanie to w całości ma pozytywny przekaz. Jest o koleżeństwie, pomocy, wspieraniu się.

Innymi bajkami, do których sięgam z rezerwą to klasyki baśni. Baśnie Hansa Christiana Andersena oraz braci Grimm. W wielu przypadkach przerażające jak np. „Jaś i Małgosia” braci Grimm z czarownicą w tle chcącą zjeść Jasia,  bądź bardzo smutne jak „Dziewczynka z zapałkami” lub „Brzydkie kaczątko” Andersena.  Baśnie najczyściej z morałem. Po głębszym przeanalizowaniu mądre i wartościowe treści. Tyle tylko, że trzeba być na tyle dojrzałym, żeby umieć je wyciągnąć.

Pamiętam jak Tosia poprosiła o przeczytanie bajki „Jaś i magiczna fasola”. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego olbrzym chce zjeść chłopczyka. Podobnie jest ze znaną i lubianą, również przez Tosię, bajką „Czerwony Kapturek”. Wilk zjada, babcię i Kapturka, ale na szczęście jest odważny leśniczy, który rozpruwa wilkowi brzuch i je ratuje. Jak opowiadam tą bajkę to łagodzę treść, choć w niewielkim stopniu, bo musiałabym stworzyć zupełnie inną bajkę.  Obecnie wiele znanych, starych bajek można znaleźć nie tylko w oryginalnej wersji, ale też w wersji uproszczonej, łagodniejszej. Czy to dobrze? Każdy sam dokonuje wyboru co czyta dzieciom.

Nasza biblioteczka jest dość spora. Lubimy czytać m. in. „Kubusia Puchatka”, „Mikołajka” i wiele, wiele innych pozycji. Oczywiście nie może wśród nich zabraknąć  wierszy Juliana Tuwima i Jana Brzechwy. Jak Antoninka była mała, tzn. mniejsza niż jest teraz 😉 to czytałyśmy je tak często, że znałam je na pamięć. W zasadzie to nadal je pamiętam 🙂 I jak byłam zmęczona to zamykałam oczy i recytowałam z pamięci. Tosienka tylko co jakiś czas mnie szturchała i mówiła, że trzeba już przewrócić kartkę 😉

Obecnie wydłuża nam się czas na czytanie bajek, bądź w drugą stronę zmniejsza się ilość przeczytanych bajek. A to ze względy na wszechobecne „A dlaczego?”, które pojawia się co trzecie zdanie 🙂 I cieszy mnie to, bo to znaczy, że Tosia słucha, analizuje, zastanawia się. Tak się rozwija. I oby ta chęć czytania bajek jej pozostała. Mam nadzieję, że Stasiu też polubi czytanie książek, bo na razie jest na etapie obrazkowym. Doceniam wartość czytania i zdaję sobie sprawę jaki drogocenny wpływ ma to na moje dzieci, ale o tym może innym razem 😉

A propos „Czerwonego Kapturka” kilka zdjęć Tosieńki w tej roli 🙂 Wilka na szczęście nie było 😉

Audiobooki dla dzieci

Kształtowanie wyobraźni

Blog Parentingowy

2 KOMENTARZE

  1. Czytałam Twój wpis o „omijanych” fragmentach bajek. U nas nie ma takich sytuacji bo nie ma takich bajek – nie dokonuję tutaj szczególnych wyborów repertuaru do czytania. Jakoś nie przepadamy za takimi bajkami. Ale… nasz Antoni ma czytane „takie” trudniejsze bajki w przedszkolu, albo ma jakieś przedstawienie np.: Jaś i Małgosia. I rozmawiamy z nim wtedy o trudniejszych treściach i historiach.
    Stąd też moim zdaniem jeśli będziemy chcieli przed czymś chronić dziecko to i tak świat prędzej czy później pokaże jak to jest. Wybór należy do nas (rodziców) czy podejmiemy się wyjaśnienia, rozmów z dzieckiem w domu, czy zostawimy to światu…

    • Czasami dzieci dostają prezenty w postaci książek, więc rożne pozycje też mamy w domu. Też takie, których bym nie kupiła. I tak jak piszesz nie ochronimy dzieci przed wszystkim. Ale jeśli mam wybór i wpływ to go dokonuję. Jeśli trzeba wytłumaczyć, to tłumaczę.Każde dziecko jest inne, i każde też inaczej będzie odbierało treści rożnych bajek, to też kwestia wieku dziecka. A nieuniknione jest, że w pewnym momencie i tak zetknie się z tymi pozycjami, których unikamy, szczególnie jak chodzi do żłobka bądź przedszkola.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Koniecznie przeczytaj