poniedziałek, 4 marca, 2024

Moje dziecko nie jest brzydkie!

Żyjemy w czasach, w których z jednej strony walczymy o prawa dla zwierząt, różnych grup czy też organizacji, a z drugiej nie mamy przyzwolenia na bycie grubym, brzydkim, starym. Można się zatracić w tym wiecznym pędzie za młodością, urodą, seksapilem. Doskonalimy się w robieniu coraz lepszych selfie i wynajdowaniu coraz lepszych akcesoriów, które nam to ułatwią. A wszystko po to żeby pokazać się jak najlepiej czytaj najładniej. Sama jakiś czas temu zrobiłam sobie swoje pierwsze selfie. W końcu nabyłam telefon, który się do tego nadaje. Z przymusu, żeby w końcu założyć konto na instagramie 🙂 Do tej pory miałam dwa zwykłe telefony. Tak zwykłe, że kiedyś kilkulatek zapytał mamę „Mamo, a dlaczego ta pani ma taki dziwny telefon?”. Nie zrobiło to na mnie wrażenie, tzn. nie zawstydziłam się z tego powodu. I bynajmniej taki komentarz nie wpłynął na moją chęć posiadania „palcówki”, do której miałam ambiwalentny stosunek. Niestety mój wydawało mi się nieśmiertelny telefon w końcu za którymś razem nie wytrzymał kontaktu z rączkami mojego kochanego Stasieńka. Ale wracając do selfie, JA wielka krytykantka tych fotek, taką sobie własnie zrobiłam, i na dodatek wrzuciłam ją na Facebooka. Chyba nawet wyszła dość udana sądząc po lajkach 😉 Oczywiście liczonych zaledwie w dziesiątakach, a nie w setkach. Czyli też dałam się wciągnąć w tę gonitwę, ale nadal wiele rzeczy jest dla mnie niezrozumiałych.

Piękno, piękno, piękno! Każdy chce być piękny, mieć takowego partnera bądź partnerkę. A co za tym oczywiście idzie mieć też ładne dziecko, ba jak piękne, to nawet całą gromadkę dzieci. My kobiety, matki nosimy to dzieciąteczko przez dziewięć miesięcy. Wspólnie z tatusiem wyobrażamy sobie jak będzie wyglądać. Jakie będzie miało włosy, oczy, do kogo będzie podobne, że będziemy na nie wołać „Moje serduszko”, „Skarbeczku”, „Kochanie” … Mija te dziewięć miesięcy, poród, oczekiwanie aż będziemy mogli zobaczyć te nasze śliczności. I jak je w końcu nam przynoszą to mamy ochotę krzyknąć „Jaki brzydal!”. Wiem, to straszne! Też tak sobie pomyślałam jak przeczytałam jakiś czas temu artykuł, który zaczyna się od słów „Ona – długonoga, zgrabna brunetka, typ modelki. On – przystojny, typ sportowca. Będą z tego ładne dzieci – mówili. I cóż… racji nie mieli.” I wiecie co? Nie wyobrażam sobie, że można tak pomyśleć o własnym dziecku, które nosiło się w sobie przez dziewięć miesięcy, które ma nasze geny. Ja od samego początku, od pierwszego kontaktu byłam zakochana w moich dzieciach. Uważałam i nadal uważam, że moje dzieci są najpiękniejsze na świecie. I co więcej uważam, że każda mama (nie lubię słowa matka) tak powinna myśleć o swoim dziecku, jeśli chce wychować szczęśliwego, dowartościowanego człowieka. To nie znaczy, że brak mi trzeźwego spojrzenia, bądź że pracuję nad tym, żeby wychować narcystyczne dzieci. Nie. Czasami jak biorę album i oglądam zdjęcia moich maluszków, to sobie myślę „Ale ta Tosieńka tu wyglądała, jak oskubany kurczak, z tymi trzema włoskami na krzyż ;)” albo „Na tym zdjęciu, to prawdziwy ludzik michelin…” Ale ciągle jest dla mnie najpiękniejsza 🙂 I często jej to mówię. Pewnie znajdą się osoby, które pomyślą, że jak się ma ładne dzieci, to łatwo tak mówić. Na zasadzie, że jak się jest ładnym, to można mówić, że uroda nie ma znaczenia. A ma? Nasz urok jest w nas samych. Niejednokrotnie widziałam dziewczyny ładne, ale tak zamknięte w sobie i zakompleksione, że szły zgarbione, żeby tylko ich nikt nie zauważył. Ale widziałam też dziewczyny grube, z krzywymi nogami bądź garbatym nosem, które jak szły to emanowały pewnością siebie i „kobiecością”. Bo to przekazali im rodzice. Bo rodzice je kochali i uważali, że są najpiękniejsze na świecie. Ta sama zasada dotyczy również chłopców. To my rodzice od najwcześniejszych dni życia dziecka je kształtujemy i wpływamy na to jakie będzie w przyszłości. Czy będą pewne siebie i dowartościowane, czy nie. I stwierdzenie cytuję „Przyjęło się, że o dzieciach źle mówić nie należy. Rozczarowanie wyglądem dziecka i głośne mówienie o tym w naszej kulturze nie jest dobrze postrzegane. Wydaje się, że to wciąż temat tabu. Przecież każdy rodzic powinien zachwycać się swoim dzieckiem i uważać, że jest „naj!, naj!, naj!”, prawda? A ci, którzy tego nie robią są złymi rodzicami, prawda? Nieprawda.” Właśnie, że prawda! Aż na myśl przychodzą mi czasy, kiedy znalazł się taki jeden co chciał stworzyć idealne społeczeństwo. Na szczęście mu się nie udało! I dobrze, że jesteśmy różni:
– niscy i wysocy,
– grubi i chudzi,
– o włosach blond, czarnych, rudych,
– o różnych kolorach skóry,
– z różnym poczuciem humoru …

I w tej różnorodności odnajdujemy swoje połówki 🙂

Przesadziłam?

Poprzedni artykułAmfiteatr – Opole
Następny artykułRollkowisko w domEXPO – Opole

3 KOMENTARZE

  1. Moim zdaniem dziś jest dużo większe przyzwolenie na różnorodność, niż było kiedyś. Gruby, chudy, ładny, brzydki, homo i hetero – każdy może żyć jak chce, a jednocześnie każda grupa cały czas walczy o swoje prawa. Tosia w ogóle nie zwraca uwagi na różnice między ludźmi, w przedszkolnej grupie ma mulatkę, a to, że ona ma inny kolor skóry dostrzegła dopiero niedawno. Wychowujemy ją w akceptacji dla różnorodności i na razie nam się to udaje;)

    • Na pewno jest większa akceptacja i tolerancja co do rożnego rodzaju grup. O swoje prawa walczą homoseksualiści, grupy wyznaniowe, i rożne inne zrzeszenia. Uważam jednak, że pęd po piękno i młodość jest teraz dużo większy. Kiedyś nie przywiązywało się do tego takiej wagi jak teraz. Było się takim jakim się było. I to było piękne 🙂 Ale my żyjemy tu i teraz i dostosowujemy się do obecnych czasów.

  2. Ja należę do osób bardzo tolerancyjnych. I dla mnie wygląd innego człowieka nie jest bardzo ważny. Wiadomo dobieramy sobie znajomych z którymi czujemy się ok. Tak samo jest ze związkiem. Szumy drugiej połówki i musi nam ona odpowiadać. Są różni ludzie i musimy nauczyć się ich akceptować.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Koniecznie przeczytaj