wtorek, 27 lutego, 2024

Nikomu tego nie życzę

Jak byłam w ciąży ze Stasiem przeprowadziliśmy się. W dziewiątym miesięcy skakałam po drabinie i malowałam ściany żeby jako tako to nasze nowe gniazdko wyglądało. Planowaliśmy jechać do IKEI po meble do pokoju Tosi, ale nie zdążyliśmy, bo pewnie moje drabinowe i nie tylko akrobacje spowodowały, że Staś urodził się przed czasem.

Po mebelki pojechaliśmy całą czwórka jak Staś miał 2 tygodnie. Miałam listę zakupów, ale wiadomo jak to w IKEI zawsze wyjdzie się z czymś czego się nie planowało. Zakup klosza do lampy i lampki nocnej był zaplanowany, ale nie umiałam zdecydować biały, szary czy różowy. I jak z Dawidem zastanawialiśmy się, który kolor będzie najładniej rozpraszał światło Tosieńka już chyba znudzona staniem w jednym miejscu powędrowała sobie dalej. Ale była panika jak zreflektowaliśmy się, że jej nie ma przy nas. Szybkie obwinianie siebie nawzajem. Ja myślałam, że Dawid jej pilnuje, a on, że ja to robię. Dawid pobiegł jej szukać, a ja zostałam z zakupami i Stasiem. Serce mi waliło ze strachu. Dobrze, że wtedy jeszcze nie wiedziałam o porwaniach dzieci w centrach handlowych, bo chyba bym zwariowała. Po pięciu minutach Dawid wrócił z Tosieńką, która spokojnie powiedziała, że ona sobie tylko poszła dalej. Trafiliśmy na życzliwych ludzi, którzy widzieli jak chodzimy razem i potem zauważyli Tosieńkę samą. Pan rozglądał się za nami i jak tylko zobaczył rozbieganego Dawida zawołał go. Dzięki temu Tosię udało się szybciej znaleźć, bo taka małą dziewczynkę trudno dostrzec z daleka. Jak już wszyscy trochę ochłonęliśmy, to spokojnie porozmawialiśmy z Antoninką na temat tego co się wydarzyło.

Niestety jeszcze raz spotkała tym razem mnie taka stresująca sytuacja. Jak odbieram dzieci ze żłobka i przedszkola. Najpierw jadę po Stasia, a potem razem jedziemy po Antoninkę. Pewnego dnia Tosieńka była strasznie rozbrykana. Biegała po szatni nie chciała się ubierać. Po jakimś czasie jak nie reagowała na wołania zaczęłam za nią biegać. Ja już ją złapałam i podeszłyśmy do półki Tosiokazało się, że nie ma tam Stasia. Zamarłam. Drzwi do sal były pozamykane. Sam by ich nie otworzył. Pobiegłam na piętro tam też go nie było. Zaczęłam się zastanawiać czy jakoś nie wyszedł na dwór. Może ktoś zostawił otwarte drzwi. Wybiegłam z Tosią na plac zabaw, tam go też nie było. Byłam przerażona. Wyszłyśmy poza ogrodzenie przedszkola. Nie wiedziałam, w którą stronę mam iść. Wbiegłam z powrotem do żłobka. Przekonywałam siebie, że może jednak tam jest. Usłyszałam wołanie, że jest. Okazało się, że ktoś otworzył drzwi i Staś wszedł do grupy Tosi i bawił się tam z dziećmi.

Nikomu nie życzę takich przeżyć. Moje sytuacje skończyły się dobrze. W przypadku Stasia okazało się, że tak naprawdę to się nie zgubił, ale strach był ogromny. Wtedy jeszcze nie znałam opasek ani saszetek SOS, a dzięki nim szybciej mogłam dotrzeć do moich dzieci, a jeszcze szybciej wiedzieć, że nic im nie jest.

Saszetki w różnych kolorach znajdziecie tutaj

Mają one w widocznym miejscu umieszczone karteczkę, na której zapisuje się telefon do mamy lub taty albo obojga rodziców. Karteczka znajduje się w widocznym miejscu, ale warto żeby dziecko wiedziało, że ma na niej zapisany telefon do rodzica. W każdej saszetce znajdują się dwie karteczki, więc jedna jest zapasowa w wypadku zmiany numeru albo jak dziecko jedzie gdzieś z babcią, dziadkiem, ciocią.

My nasze saszetki lub …

opaski zabieramy też na rower, szczególnie jak idę sama z dziećmi.

Opaski też mają dwie karteczki. Są wykonane z materiału i zapinane na rzep co ułatwia dopasowanie opaski do reki albo nóżki dziecka.

Możecie też wybrać inny rodzaj opaski. Na tych numer do mamy lub taty wpisuje się długopisem lub markerem na opasce. Można je zakładać na rękę lub na nóżkę dziecka. Wielkość opaski jest regulowana. Ma zapięcie na zatrzaskę , ale należny też przełożyć końcówkę przez otwór, żeby dziecko jej nie zdjęło.  Te są silikonowe, więc łatwiej utrzymać je w czystości . Jak Wam się podobają to znajdziecie tutaj

 

Dla własnego spokoju warto zaopatrzyć się w takie gadżety szczególnie jak wybieracie się w zatłoczone miejsca.

 

Jeszcze raz podrzucam Wam linki do stron,, na których znajdziecie produkty SOS:
www.opaskatelefondomamy.pl
www.bezpiecznedzieciaki.pl

 

 

 

 

30 KOMENTARZE

    • Ja czytałam na temat zegarka, że są problemy z zasięgiem, ale sama nie testowałam. Jak sprawdzisz jak działa daj znać 🙂

  1. Ale to, czego nie warto robić, to kupować dziecku gadżetów, z wyraźnie widocznym imieniem. Obcej osobie łatwiej wtedy zdobyć zaufanie. Nie wierzycie, że dziecko pójdzie z nieznajomym? To zobaczcie masę filmików w internecie. Przerażajace. Współczuję Ci stresu. Całe szczęście wszystko się dobrze skończyło.

  2. Współczuję całej tej sytuacji. Nam na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Ja raczej nigdy nie dam synowi gadżetu gdzie będzie widoczne jego imię.

  3. Wyobrażam sobie jak wielki musiałaś czuć strach kiedy Ci się dziecko zgubiło. Nam Młody uciekł (bo inaczej nie da się tego nazwać) na wakacjach. Byliśmy na stołówce, ja sobie nakładałam jedzenie a on czekał na mnie przy stoliku z tatą i ciocią. Powiedział im, że idzie do mamy, gdy tymczasem pobiegł w przeciwnym kierunku… Panika nastała kiedy przyszłam do stolika bez niego. Na szczęście wiedzieliśmy które miejsca w hotelu lubi i tam go znaleźliśmy, ale ile było strachu…
    Super patent z tymi nerkami SOS – zainteresować się nimi muszę 🙂

  4. Strach na pewno ogromny. Sama miałam w życiu sytuacja jak straciłam mojego 4 latka z oczu. były to najgorsze minuty w moim życiu, strach i panika. pomysłowe są te saszetki.

  5. Do tej pory spotkalam sie jedynie z kurtkami z miejscem na nr telefonu, ale jednak kurtka to tylko zima, wiec ten pomysl bardziej do mnie przemawia.

  6. Mój brat jako dziecko często był głównym bohaterem takich historii. Nie wiem, jak mojej mamie udało się nie dostawać zawału za każdym kolejnym razem. Ale wtedy takich opasek ani saszetek chyba nie było 🙂

  7. Gdy mały zaczął jeździć z moimi rodzicami nad morze również kupiłam mu opaskę bezpieczeństwa. Ale nie zapisywaliśmy tam żadnych imion, jak zalecają niektórzy sprzedawcy. Ktoś może w ten sposób wzbudzić zaufanie dziecka, zapisałam tylko numer telefonu do mnie i do mojego taty. Na szczęście nigdy nie musieliśmy testować, czy działa 🙂

  8. współczuje stresu. Ja też kiedyś miałam podobną sytuację- szliśmy sobie główną alejką w tesco i ja skręciłam w boczną alejkę a córka poszła prosto. Ja myslałam, że idzie obok a jej nie było. Na szczęście szybko obie się zorientowaliśmy

  9. Dziecko, którego nie możemy znaleźć to scenariusz niczym z najgorszego koszmaru. Rownież używamy tych opasek, kupiliśmy je jakiś czas temu przygotowując się do wyjazdu na wakacje. Czułam się o niebo spokojniejsze wiedząc, że choć mają przy sobie numer telefonu.

  10. Jeszcze nie spotkało mnie takie przeżycie, ale z energiczną dwulatką wszystko możliwe. To chwila, a dzieci są wszędzie. Jadąc do Zakopanego kupiliśmy jej taki breloczek z chipem w środku i w aplikacji na telefonie można podglądać gdzie jest dziecko. Może przesadzam, ale ludzi na Krupówkach było mnóstwo, a ona już za bardzo w wózku nie lubi jeździć 🙂

  11. Gdy byłem dzieckiem, to zostałem nauczony, że w razie gdybym się zgubił to powinienem iść do kogoś, kto pełni jakąś konkretną funkcję i poprosić o pomoc. W sklepie będzie to punkt obsługi klienta. Jeśli gdzieś na ulicy, to najbliższa piekarnia/kiosk itp. Zdarzyło się może ze dwa razy, skorzystałem z tej rady i otrzymałem pomoc. Nie wiem czy rozmawiasz ze swoimi dziećmi na ten temat, bo z opisu tych sytuacji wygląda na to, że one robią co chcą, a Ty je gonisz. Może tak nie jest, ale tak odebrałem akurat te dwie historie.

    Słyszałem kiedyś o takich kostkach, które zakłada się na szyję w formie wisiorka. Te kostki są sparowane z Twoim telefonem i możesz zobaczyć gdzie jest dziecko. Minus jest taki, że dziecko może tę kostkę zdjąć.

    Pozdrawiam i życzę Ci, żebyś już nie musiała szukać swoich pociech 🙂

  12. Takie wybryki przyprawiają o zawał serca. Gdy moja córka za bardzo bryka, robię tak, że mam ją na oku, ale mnie nie widzi – skutecznie to działa i nie oddala się już więcej, bo sama panikuje.

  13. Takie „znaczniki” to świetny pomysł, szczególnie jeśli dzieci są zbyt małe (lub zbyt zdenerwowane zgubieniem się), żeby powiedzieć „znalazcy”, jak odnaleźć rodziców. Z drugiej strony powiem szczerze, że nienawidzę rodziców, którzy tak się zachowują na zakupach. Czy naprawdę kolor lampki jest aż tak ważną i angażującą sprawą, żeby olać dziecko i pozwolić mu odejść? Sama pracuję w sklepie i nie mogę patrzeć na niektóre cyrki, jakie rodzice sami sobie urządzają przez swoją głupotę. Panie idą na pół godziny do przymierzalni, zostawiając dziecko same na środku sklepu, albo są tak zajęte oglądaniem ubrać, że nie widzą, kiedy dzieci po prostu wychodzą. Hitem są osoby, które zostawiają wózki z dziećmi przed sklepem — przecież to jest moment, matka się odwróci, a ktoś podejdzie i zabierze wózek razem z małym pasażerem! Naprawdę nie wyobrażam sobie, jak można być tak skrajnie nieodpowiedzialnym. Jak się nie umie ogarnąć własnych dzieci na zakupach, to lepiej ich wcale ze sobą nie zabierać.

    • Paula mam wrażenie czytając ten komentarz, że nie masz dzieci i nie chodzisz z nimi na zakupy. Przymierzalnia i zostawianie dziecka w wózku to rzeczywiście bezmyślność rodziców.

  14. Ja jak się napatrzę na różne sceny w centrum handlowym, w którym pracuję, to na moje dzieciaki w takich miejscach jestem szczególnie wyczulona. Teraz były z dziadkami nad morzem i pierwszym zakupem były specjalne opaski. Są sytuacje, których nawet najrozsądniejszy rodzic/dziadek nie przewidzi.

    Ale zdarzyła mi się kiedyś babcia, która weszła z wnuczką do mnie do sklepu (zabawki), po czym zadzwoniła do niej koleżanka i babcia jakby nigdy nic wyszła ze sklepu, mówiąc „tak, tak, to w Grycanie na kawkę usiądziemy”. Zawołała raz wnuczkę, ale dziewczynka była między regałami. W ogóle nie zwróciła uwagi, czy mała idzie za nią czy nie. Zorientowała się po 10 minutach.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Koniecznie przeczytaj