czwartek, 23 maja, 2024

Zawalczyłam o siebie i jest mi z tym dobrze

Obiecałam, że na blogu opiszę moją przygodę ze SKINNYCOFFEECLUB ponieważ za dużo pisania na post na Instagramie lub Facebooku.

Jestem pewna, że nie ja jedna mam za sobą niejedną dietę bardziej bądź mniej rozsądną. Pamiętam, że w okresie studiów zafundowałam sobie wyniszczenie organizmu. Bardzo mało wtedy jadłam. Maniakalnie liczyłam spożywane kalorie. Skutek był taki, że potem wpadłam w obżarstwo. Potrafiłam zjeść cała chałkę i popić to litrem mleka, albo wpałaszować całą blaszkę ciasta.

W pewnym momencie opamiętałam się i stwierdziłam, że nie kupię większych spodni. Wciskałam się do tych ciasnych i zaczęłam troszkę ćwiczyć w domu. Zależało mi głównie na straceniu brzucha, więc pomału doszłam do stu brzuszków dziennie. Nie zostawiłam sobie żadnego dnia na regenerację, ćwiczyłam codziennie przez około półtorej roku. Zaczęłam się racjonalniej odżywiać i jakoś udało mi się wrócić do jako takiej formy.

Kilka lat później zaczęłam chodzić na siłownię. Od poniedziałku do piątku przed pracą szłam poćwiczyć. Świetnie się czułam, miałam więcej energii.  Śmigałam wtedy po górach jak szalona. W czternastoosobowej grupie nikt nie był w stanie dotrzymać mi kroku, więc wędrowałam sama, ponieważ ja znów męczyłam się jak miałam iść wolno. Wiadomo po górach najlepiej się wędruje we własnym tempie. Wyglądałam wtedy dobrze choć po ćwiczeniach w drodze do pracy kupowałam drożdżówki i to było moje śniadanie. W ogóle nie zwracałam wtedy uwagi na to co jem. Łatwiej było mi kontrolować ilość niż jakość pożywienia.

Na siłownię też chodziłam około półtorej roku – do momentu kiedy nie poznałam Dawida 😉 Jak już się sobą nacieszyliśmy i ponownie wróciłam na siłownię, to po dwóch tygodniach okazało się, że jestem w ciąży. Tak zakończyła się moja przygoda z tym miejscem.

Zarówno po pierwszej jak i po drugiej ciąży wróciłam do wagi wyjściowej. Dwa razy traciłam po około osiemnaście kilo. Po Stasiu trwało to dłużej, bo miałam wtedy fazę na pieczenie ciast i się nimi zajadałam. Jak już mi się udało, to okazało się, że znów jestem w ciąży i potem znów. Niestety bilans był taki, że pozostało mi znów parę kilo i ciężko było mi je zrzucić. Tym bardziej, że musiałam odczekać jakiś czas.

Jak już mogłam ćwiczyć, to nie mogłam się zmobilizować do ćwiczeń. W maju byliśmy nad morzem i obiecałam sobie, że po powrocie wezmę się za siebie. I tak zwlekałam jeszcze miesiąc. Czytałam o różnych koktajlach, ale jakoś nie przekonuje mnie fakt, że tym koktajlem zastępuje się posiłek. Bałam się tego, że potem znów zaliczę efekt jojo. Może się mylę, może macie inne doświadczenia. Otrzymałam propozycje przetestowania SKONNIKOFFEECLUB. Dawid obawiał się, że to jest jakiś specyfik, który rozgrzewa organizm i spala kalorie. Bał się, że coś mi się stanie. A ja poczytałam sobie na temat tego produktu i postanowiłam spróbować.

SKINNYCOFFECLUB,  to kawa mielona, ekstrakt z ziaren kawy zielonej, ekstrakt z zielonej herbaty, garcinia camogia, syberyjski żeń szeń i spirulina. Pije się ją raz dziennie, najlepiej rano. Razem z „kawą”, która smakiem przypomina kawę zbożową, otrzymuje się przykładowy plan żywienia i ćwiczeń.

Piłam kawę codziennie, przez pierwszy miesiąc w miarę trzymałam się ich zaleceń żywieniowych. Odstawiłam słodycze, owoce, węglowodany. Ćwiczyłam do godziny na steperze, ale też niecodziennie. Miewałam przerwy w ćwiczeniach nawet trzydniowe i potem wskakiwałam na steper nawet o pierwszej  w nocy żeby coś nadrobić. Najbardziej zależało mi na zrzucenie brzucha, ale nie robiłam brzuszków. Za dużo czasu zajęłoby mi wygospodarowanie kawałka podłogi w tym naszym remontowanym mieszkanku.

Moja waga wyjściowa to było 72,3 kg Po miesiącu stosowania kawy spadła o trzy kilo. Mierzyłam się przed piciem tego napoju, ale niestety po miesiącu tego nie zrobiłam brakło mi totalnie czasu. Wiecie wakacje, remont, praca i brak czasu na takie nieistotne 😉 rzeczy. Po prawie dwóch miesiącach waga poszła w dół w sumie o pięć kilo.

To jest zdjęcie przed i po miesiącu.

To zdjęcie natomiast:
1. Na początku.
2. Po miesiącu.
3. Po dwóch miesiącach.
4. Tak jak powyżej tylko wciągnęłam brzuch 🙂 co mnie bardzo ucieszyło, bo na dwóch pierwszych zdjęciach nie byłam wstanie tego zrobić.

Specjalnie ubrałam się w to samo żeby było widać różnicę. I z tego samego powodu spodenki są jeansowe, a nie elastyczne.

Jeszcze kilka wymiarów 🙂 Mierzyłam się kilka dni po zrobieniu zdjęć.

Data 25.06.2017 28.08.2017
waga 72,3 kg 67 kg
brzuch 82 cm 77 cm
udo 62 cm 59 cm
triceps 30 cm 28 cm
biust 95 cm niestety 90 cm
pod biustem 78 cm 76 cm
biodra 104 cm 101 cm

 

Planuję jeszcze miesiąc ze SKINNYCOFFECLUB. Mam zamiar trochę jeszcze nad sobą popracować, bo ten drugi miesiąc zawaliłam, jadłam lody, ciasta, piłam piwo i jeszcze kilka grzeszków by się nazbierało. Niezależnie jak będzie dalej i tak już jestem z siebie zadowolona i to jest najważniejsze, ale nie ukrywam, że miło było usłyszeć od Dawida „Ale Ci nogi schudły”. Poza tym kto ma małe dzieci ten wie, że energii i sprawności nigdy za dużo 😀

Sam produkt i więcej informacji o nim znajdziecie stronie www.skinnycoffeeclub.com

6 KOMENTARZE

  1. Jeśli jesteś zadowolona to super 🙂 Droga do takiej siebie jaką lubimy jest czasami wyboista i długa:) Ja obecnie zaczęłam biegać, mam cel, widzę jak dzięki ćwiczeniom moje ciało się zmienia i wiem, że mogę więcej, mam więcej siły 🙂

  2. Dla mnie zrzucić 1 kg to duże wyzwanie, ale nie stosuję żadnych specyfików, zaczęłam regularnie biegać i uważać na to co jem, oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku i jak narazie jest ok 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Koniecznie przeczytaj